| szepty-miastablog - archiwum: Tobiasz i Henio |
|
Tobiasz i HenioBar piwny, Praga Północ Późny wieczór i styczniowy mróz - Pamiętasz jak się działo, jakie towary? Ehhhhh – Tobiasz łyknął zimnego Urquella. – Na samą myśl mi staje. - Gdzie te czasy, stary… Teraz dymam na drugi koniec Europy, nie mam nawet czasu się odlać, a co dopiero pofiglować – Heniek kręcił głową i patrzył w pośladki kelnerki. Tobiasz rozmarzył się tak intensywnie, że dostrzegłem jego myśli. Henio i Tobiasz zawsze mieli łby na karku. Tobiasz nie umiał żyć bez seksu. Ale to Henio obrotny i psotny znalazł ten burdel, co go rozliczali w firmie. A może inaczej – burdel wystawiał faktury. Henio – świetny fotograf, przemierzał Polskę z kolegą dziennikarzem. Nie jedno widział, nie jedno słyszał, ale to było jak plantacja marihuany, na którą przypadkiem trafia nałogowy narkoman. - Durny łbie! To jest na Rzeszowszczyźnie! – Tobiasz z początku zrugał Henia. Ale ten nie dał za wygraną. - To jak jesteś taki dobry, jak o tobie mówią, znajdź jakiś temat na Rzeszowszczyźnie! Tobiasz był dobry i nie mógł przecież sam tego podważać. Mało, on był dziennikarzem roku! Najlepszym w Polsce! On nie załatwi tematu? Następnego dnia zadzwonił do sądu w Rzeszowie. - Dzień dobry. Macie tam jakieś afery? – zapytał. Ależ się zdziwił. Oj, były afery! Pojechali. Henio wziął aparat, a Tobiasz dyktafon. We wsi sąsiad postrzelił z wiatrówki kurę. Babie zza płotu. Baba, bezzębna stara kwoka, opowiadała o tym z pasją. Kurę, na dowód zbrodni schowała w zamrażarce. - Tu ma panie dziurę w głowie! O, tu! – pokazywała, gdy do niej przyjechali. A Henio – pach, pstryk! I już była okładka w gazecie! I już były premie i nagrody! Nie był to szczyt ambicji, nie, skądże. Tobiasz miał pisać o konfliktach w Unii Europejskiej, o rozłamach politycznych, a tu kura. Cóż, dobre i to. A wieczorkiem burdel. Do białego rana. Szampan, kawior i rachunek w klapie marynarki. Żyć, nie umierać! Ależ polubili tę Rzeszowszczyznę. A to znów inny temat, trochę kreowany, taka prawda. Ale czego się nie zrobi dla dobra gazety? Pojechali w ciemno. I od razu do bacy. - Baco, a wilki są w tym roku? – Tobiasz zagadnął od niechcenia. - Oj, panocku. Wilków, a wilków! – stary góral kołysał się na ławeczce przed izbą. - A owce wam giną? – Tobiasz prowadził rozmowę na pożądane tory. - Oj, giną panocku, giną, ino hucy! I już zadziałali. Kupili literka dla bacy. Wzięli trochę owczej wełny. Tobiasz rozsypał na trawie, a Henio pstrykał, aż furczało. „Skandal! Wilki mordują!” – grzmiało z okładki. Nagrody i premie znów się posypały. O to chodzi! To się czyta! Naczelny rozpływał się w zachwytach. A wieczorem burdel, exclusive, all inclusive. Jaccuzzi. Brunetka o pełnych piersiach. Blondynka o długich nogach – Tobiasz weźmie obie na ostro, a potem się rozliczy. - To były czasy, co? – rozmarzył się i dopił ostatni łyk piwa. - Oj, były. Teraz tylko dymam, na drugi koniec Europy. Nie mam nawet czasu się odlać – Henio powtórzył się. *** P.S. Któregoś z tamtych, barwnych dni, Tobiasz powiedział do Henia: - Dość. Kończę z tym. Tak być nie może, to zła droga, muszę z niej zejść. Ja nie jestem taki. Henio zdziwiony, a może po prostu zbyt pijany, by protestować, przytaknął. – Jak tam sobie chcesz - wydukał. Tobiasz usiadł na kanapie w pokoju hotelowym. Czuł jak opada z niego całe zło, jak wracają pierwotne wartości moralne. Tak, znów był niewinny jak przedszkolak. Włączył telewizor i zaczął bezmyślnie przełączać kanały. Na jednym z nich, niemieckim, tandetna landara lizała się po sutkach. „Neun neun zweiundzwanzig sechsundvierzig” – jęcząca szlantrapa namawiała do zabawy. - Kurwa, Heniu, idziemy! – Tobiasz nie wytrzymał i wyłączył telewizor. Znów był bal! 2007-03-20 09:49:50 skomentuj (3) |